transport
 ° Forum ° Rejestracja ° Szukaj °
Tanie i nowoczesne stacje transformatowe Elektrobud Wschowa
Tani sklep internetowy - podłogi drewniane i deski lakierowane.

Zeglarzu, czy ci nie zal?

Transport / / Zeglarzu, czy ci nie zal?
Autor Wiadomość
Krzysztof Zietara

Posted: 22 Cze 2002 19:56:14



[Ant się ucieszy :]
[Express Bydgoski]

Żeglarzu, czy ci nie żal?

Sobota, 22 czerwca 2002r.

W Bydgoszczy jest jedna z dwóch polskich spółek żeglugi śródlądowej, a w
Nakle jedna z dwóch w kraju szkół średnich, kształcących techników
śródlądowych. Tymczasem po kujawsko-pomorskich drogach wodnych pływa
coraz mniej statków i barek. Polskiego żeglarza łatwiej spotkać na
trasie Paryż- Berlin niż Bydgoszcz-Nakło.

Od zawsze mówi się, że transport rzeczny jest najtańszy, najbardziej
ekologiczny, że wiąże się z malowniczymi widokami i świeżym powietrzem.
Wszystko to prawda. Na wodzie nie ma kolein po tirach, spalin, korków a
wokoło lasy, pola i łąki. Nic tylko pływać i zarabiać. Niestety, tak jak
polskie drogi, polskie rzeki nie nadają się zbytnio do intensywnego
transportu. Zaniedbane od czasów międzywojnia, nie pogłębiane i
zarośnięte, są trasami komunikacyjnymi najwyżej dla ryb.

W Unii Europejskiej szlaki wodne to bardzo popularny, dotowany i
opłacalny sposób na transport ludzi i towarów. Rzeki są świetnie
utrzymane i ciągle kontrolowane pod względem żeglowności i ilości
zanieczyszczeń. Zresztą, prawo unijne gwarantuje ich żeglowność przez
dwieście pięćdziesiąt dni w roku. Więc we Francji czy Niemczech aż się
chce pływać.

A to Polska właśnie - W sezonie martwym, czyli zimą lub przy niskich i
wysokich stanach wody, armatorzy z Niemiec dostają od państwa
rekompensatę do trzystu euro na dobę a w Holandii korzystanie z drog
wodnych jest bezplatne - podkreśla różnice w traktowaniu żeglugi
śródlądowej w Polsce i Unii wiceprezes Żeglugi Bydgoskiej, Anna
Jodziewicz-Kubiak. Firma istnieje w Bydgoszczy "od zawsze". Pierwszym
właścicielem był Lloyds, który miał siedzibę w pałacyku w Starym Porcie
(obecnie BRE Bank). Po wojnie firmę upaństwowiono i nazwano "Bydgoska
Żegluga na Wiśle". - Obecnie jesteśmy spółką akcyjną i zatrudniamy 160
osób. Dalszych 340 stale z nami współpracuje jako podwykonawcy przy
realizacji przewozów zagranicznych. Rocznie, na terenie kraju i Europy
przewozimy ponad 1,6 miliona ton ładunków, dzięki czemu jesteśmy drugim
armatorem śródlądowym w Polsce.

Polska flota śródlądowa jest jednak w kiepskiej formie. Od prawie
dwudziestu lat spada jej liczebność, a brak pieniędzy nawet na malowanie
powoli eliminuje pozostałe jednostki. Nie ma też co wspominać statków
pasażerskich, które w lepszych czasach licznie kursowały po rzekach
naszego województwa, dodając im kolorytu, życia i odrobiny
kosmopolityzmu (chętnie wpływały na nasze wody jednostki niemieckie,
holenderskie, francuskie). W Bydgoszczy jest obecnie tylko jeden maleńki
stateczek - MS Bydgoszcz - który oferuje przewozy turystyczne, broniąc
resztek honoru floty z lat dwudziestych i trzydziestych.

- Barki, proszę pana, to tylko teraz piach i żwir wożą, a na tym kokosów
się nie zbije, nie mówiąc już o poważniejszych inwestycjach - dodaje
jeden z pracowników Żeglugi Bydgoskiej. - Na całe szczęście są zlecenia
od różnych firm, które mają wielkogabarytowe elementy i nie można ich
przewieźć pociągiem czy tirem. Na barkach woziliśmy już olbrzymie
stalowe zbiorniki, reaktory, elewatory. Niektóre nawet po kilkaset ton
miały. Barkę wiozącą na przykład siedemset ton węgla obsługują zaledwie
trzy osoby. Ot, cała załoga! Wielu z tych wilków rzecznych jest na
własnym rachunku, dzierżawią sprzęt i spędzają tygodnie na wodzie, od
czasu do czasu schodząc na suchy ląd w przystani gdzieś pod Bremen.

- To niełatwa praca, rodzina daleko, dookoła nikt po polsku nie mówi, a
i pieniądze nie zawsze na czas - dzieli się troskami życia żeglarza
Zbigniew Walczak. Pływa od dwudziestu czterech lat. Głównie zagranicą,
bo tam więcej zleceń i lepszy pieniądz. - Jak się wpływa do Polski, to
uderza pustka na wodzie. W Niemczech barek, statków pełno, u nas tylko
wędkarze po krzakach kije moczą. Pan Zbigniew nie widzi przyszłości w
tym interesie. Rzeki się zamulają, wszędzie łachy piachu i zielsko. Nikt
tego nie kontroluje.

- Dla barki musi być najmniej metr siedemdziesiąt głębokości. A
najczęściej jest metr trzydzieści - wyjaśnia. W Polsce na tysiąc
kilometrów dróg wodnych zaledwie 12,5 jest żeglowna. Co roku ta wartość
się zmniejsza.

Młode wilki uciekają W Żegludze Bydgoskiej nie ma, niestety, miejsca dla
wielu młodych adeptów sztuki żeglarstwa śródlądowego. No, chyba że
chcieliby zakładać własne, jednoosobowe firmy, jak pan Zbigniew. Takie
czasy. A do tego recesja, która ten sektor gospodarki, według
specjalistów, może trzymać przez najbliższe pięć lat.

Tymczasem w nakielskim Zespole Szkół Żeglugi Śródlądowej humory
dopisują. Nikt nie martwi się, że zasili szeregi bardzo licznej grupy
tutejszych bezrobotnych. Co więcej - w tamtejszym urzędzie pracy nie ma
zarejestrowanych techników nawigacji i mechaniki okrętowej.

- Rocznie opuszcza mury szkoły niewiele ponad dwadzieścia osób z
dyplomem technika - przyznaje dyrektor Zespołu, mgr inż. Jan
Światłowski. - Większość z nich idzie na studia do Wyższej Szkoły
Morskiej w Szczecinie albo do Marynarki Wojennej. Wielu z nich pracuje
już u armatorów w kraju i za granicą. Jeszcze lepsze czasy przyjdą, gdy
Polska wejdzie do Unii Europejskiej. Tam potrzeba prawie dwadzieścia
tysięcy ludzi z wykształceniem do pracy w żegludze śródlądowej.

Młodzi adepci nakielskiej szkoły spędzają wiele godzin na wodzie.
Dokładnie na pokładzie "Władysława Łokietka", szkolnego statku
szkoleniowo-wycieczkowego. Jednostka z grupą nakielskich uczniów jest
obecnie w trakcie trzytygodniowego flisu do okręgu kaliningradzkiego. -
Myślę, że przyszłość polskiej żeglugi to przede wszystkim przewóz osób,
a nie piachu - podkreśla dyrektor. - Na Zachodzie bardzo modne są rejsy
rzekami, z Paryża do Berlina na przykład. Turyści cieszą się z obcowania
z przyrodą, podziwiają widoki, architekturę odwiedzanych miast, bawią
się na pokładach i w portach. Muszę przyznać, że w ubiegłym roku
odwiedziło Nakło ponad dwadzieścia jednostek turystycznych z Niemiec.
Oni byli po prostu zachwyceni naszą dziką przyrodą, tymi zarośniętymi
nabrzeżami, łachami piachu, sitowiem. Tego u siebie nie mają. Mam
pierwsze sygnały, że wiele osób chce przypłynąć tu jeszcze raz. Może
wrócą stare, dobre czasy, kiedy to na rzekach roiło się od statków? Oby.

Tegoroczni absolwenci Technikum Żeglugi Śródlądowej widzą w tej
dyrektorskiej wizji przyszłość. Są jednak realistami i przyznają, że bez
finansowego wsparcia państwa niewiele da się zrobić.

- Z rzeką jest jak z drogą w Polsce - twierdzi Piotr. Wybiera się do
szczecińskiej uczelni. Później założy własną firmę, wydzierżawi jakiś
stary stateczek, wyremontuje go i będzie pływał po całej Europie z
turystami. Tak ma zamiar zrobić wielu jego kolegów.

- Wszyscy wiedzą, że rzeki są w bardzo złym stanie. Co z tego, że jest
dobry, pięćdziesięciokilometrowy odcinek na Warcie? Dalej jest niecały
metr głębokości i najwyżej kajakiem można sobie popływać. Ja panu
powiem, nasze rzeki to skarb. Gdyby o nie zadbać, stałyby się żyłami
złota. Do tego potrzeba ogromnych środków, którymi tylko państwo
dysponuje.

Najbardziej im szkoda tych wszystkich rdzewiejących w zaroślach barek,
statków i stateczków. Kiedyś dumnie, bezszelestnie sunących po nurtach
Brdy, Noteci, Wisły, niosąc węgiel, żwir czy rozbawione towarzystwo z
przygrywającą do tańca orkiestrą. Teraz wypełniają się wodą, by
całkowicie stracić swą dawną godność. - Nikt nie chce uciekać, ale
Polska daje nam szans sprawdzenia swoich umiejętności - dodaje Artur
Górny. Kilku jego kolegów już wyjechało do pracy na statkach rzecznych w
Holandii. On pójdzie w ich ślady. - Trzeba będzie wziąć kurs na zachód.

Adrian Basa - Express Bydgoski

Tarhimdugurth



Michał Smolnik

Posted: 23 Cze 2002 10:41:50




[Ant się ucieszy :]

Nie tylko on.

Ja również bardzo lubię transport śródlądowy. Miałem okazję trochę
poznać klimaty śródlądowej rzeglugi na Odrze - na zajeciach z Historii
Techniki. Łezka w oku się kręci.
Przykład: Wielu kapitanów woziło ze sobą żonę (żeby gotowała, prała i
...), dzieci (w kojcu obok mostka kapitańskiego) i kury (które pasły
się na kawałku trawnika na rufie). W latach powojennych istniał
rozkład "jazdy" statków po Odrze, tak była zatłoczona że trzeba było
kontrolować pływanie. Barki, statki przepływały średnio co trzy
minuty!

A dziś: W piątek biwakowałem sobie nad żeglownym kanałem Odry. Nie
mogłem uwierzyć własnym oczom - widziałem cztery składy barek pod rząd
oraz Driadę wiozącą studentów, którzy grillowali i ogólnie dobrze się
bawili.
Zazwyczaj jest zupełnie pusto...




Wojciech Lemański

Posted: 23 Cze 2002 20:55:51



[Ciach text]

A czy moze cos wiesz o rejsach turystycznych z Bydgoszczy,
czy cos takiego plywa po Brdzie?
Jezeli tak to moglbys podac jakis rozlkad, czeny, itp...

Chetnie bym sie przeplynal, jak bede w dziadkow w Bydgoszczy.

Pozdrawiam
WL





Krzysztof Zietara

Posted: 25 Cze 2002 10:02:00



[Ciach text]

A czy moze cos wiesz o rejsach turystycznych z Bydgoszczy,
czy cos takiego plywa po Brdzie?
Jezeli tak to moglbys podac jakis rozlkad, czeny, itp...

Coś pływa, M/S Bydgoszcz się nazywa. Ondynę niestety chyba zezłomowali jakiś
czas temu...

A rozkład? Może jakoś przy okazji uda mi się spisać...

WL

Tarhimdugurth



 



Czas ładowania strony (sek.): 0.374 users
miniBB.net © 2001-2012 Polityka Prywatności }{ forum for-u + funkcje php graf fubi powiaty andreks sanitarne